Zostawił mnie. Po powiedzeniu jednego, na pozór zwykłego zdania, wstał z kanapy i opuścił mój pokój w akademiku. Ten, który - jak to wielokrotnie mnie zapewniał - mnie kochał. Właśnie, kochał. Czas przeszły, chyba lepiej tego nie można określić. Ten, który - jak sądziłam - będzie tym jedynym. Ten, któremu urodzę gromadkę dzieci i który będzie z nimi biegał po ogrodzie, kiedy ja będę im się przyglądać z tarasu naszego domu na obrzeżu Myślenic, w których się wychowywałam. Tia, jasne. Życie kopnęło mnie w tyłek już niemal na dzień dobry dorosłości.
Zostałam sama. Rodzicom nic nie mówiłam, dodatkowo prosiłam ich, żeby nie przyjeżdżali do mnie, bo mam za dużo nauki. Tak naprawdę nie chciałam, aby dowiedzieli się, że wpadłam i że ten, którego tak wielbili, okazał się kompletnym kretynem i tchórzem. To przecież zniszczyłoby ich marzenia! Miałam zostać wielką panią adwokat, jedną z największych w Polsce... Miałam wraz z Maćkiem otworzyć własną kancelarię... Tia, jasne. Już to widzę. Ta wpadka zniszczy ich marzenia i idee.
Prawo to nie było moje marzenie. Nie chciałam tego, ale za dobrze się uczyłam, żeby wybrać psychologię. No ale tylko idiota zmarnowałby taką możliwość! Dostałam stypendium i indeksy na UJ na prawo. Nie miałam wyboru, chociaż byłam pełnoletnia.
Obiecałam sobie, że skończę ten rok i... I chyba na tym będę musiała zatrzymać swoją naukę. No chyba że wrócę, ale wtedy, kiedy... Oddam to maleństwo, które od marca rozwija się pod moim sercem.
Na początku lipca miałam wyjechać z Krakowa. W maju złożyłam papiery o urlop dziekanacie, który ostatecznie mi przyznano. Na całe szczęście...
Musiałam odpocząć, musiałam też zastanowić się, co zrobię... Nie chciałam działać pochopnie, nie chciałam żałować swojej decyzji...
Przez te tygodnie nie zastanawiałam się, gdzie się podzielę po zakończeniu tego roku. Nie mogłam wrócić do Myślenic. Nie teraz, nie w ciąży. To gdzie?
Będąc w akademiku, kiedy się pakowałam, do głowy wpadł mi...dość szalony pomysł. Rzadko się widywałam z resztą rodziny - głównym tego powodem było to, że nie byli w stanie zrozumieć, jak moi rodzice mogą tak męczyć moje rodzeństwo, czy mnie. Też ich rozumiałam, dlatego od chwili, kiedy wyjechałam do Krakowa, to utrzymywałam niewielki kontakt z najbliższą rodziną - z rodzeństwem taty i dziadkami. Wysyłaliśmy sobie kartki na święta, czy rozmawialiśmy przez telefon i internet. Chociaż coś. Ale do babć nie mogłam pojechać, zdecydowanie nie. Ciocia Justyna? Gdzie tam, sama ma pełno kłopotów, związanych z dorastającymi dziećmi. Zostaje tylko mój chrzestny. Wujek Waldek nie ma dzieci, więc...
Sprawdziłam, czy wzięłam wszystko. Ubrania spakowane, książki podobnie... Książeczka ciąży i moja karta w torebce, inne potrzebne szpargały też. Byłam gotowa, aby wyruszyć. Musiałam zaryzykować.
ok, też nie wierzę, że zjawiam się tutaj na kilka tygodni do przodu. aczkolwiek mam nadzieję, że nikt nie będzie miał mi za złe tego, że jestem tu wcześniej :D
Druga opcja - po tym ff losy Izy i Mariusza tak na dobre się zaczną ;)

skomentuje krótko, ale (chyba) treściwie - DAJ JUŻ PIERWSZY ROZDZIAŁ, BŁAGAM
OdpowiedzUsuńno to na tyle :D pozdrawiam :*
Zaprosiłaś, więc jestem!
OdpowiedzUsuńPowiem szczerze, że ostatnio się "namnożyło" historii z Mariuszem w roli głównej, ale twój prolog jest naprawdę fajny ^^
Czekam na więcej, możesz informować?
Buziaki :**
Zapowiada się ciekawie, więc będę śledzić to opowiadanie.
OdpowiedzUsuńCzekam na pierwszy rozdział i pozdrawiam. :)
Jestem i zostaje!
OdpowiedzUsuńZapowiada się ciekawie :)
Czekam *.*
Zaskoczyłaś mnie i to bardzo mile moja droga! :D
OdpowiedzUsuńProlog jak najbardziej mnie zachęcił do oczekiwania na pierwszy rozdział! :* Czekam z wielką niecierpliwością! :3
Buziaki! :*
Maniek!!! na pewno tutaj zostaje!
OdpowiedzUsuńciąże to tez jeden z moich ulubionych wątków w opowiadaniach więc sie ciesze
koniecznie informuj mnie o nowościach, weny moja droga :*
Łooo ja *.*
OdpowiedzUsuńCo prawda za Mariuszem nje przepadam, ale wiem, że w tutaj będzie inaczej XD
Twoje blogi zawsze tak na mnie działają 😏😏
Czekam <33333