2 mar 2017

epilog

Zbliżał się listopad, we Francji mieszkaliśmy już od prawie trzech miesięcy. Nadal trwaliśmy w tym stanie, jaki był, kiedy się tu przenosiliśmy. Termin rozwiązania zbliżał się nieubłaganie, czekałam na tę chwilę z ogromną niecierpliwością. Mariusz chyba też... Chociaż wydawało mi się, że nie tylko na to... 
Nadal się nie odważyłam. Nadal tego chciałam, ale nadal się bałam... Tylko strach oddzielał mnie od podjęcia słusznej decyzji. 
Tej nocy dziwnie się czułam. Bolał mnie brzuch, mała w środku wręcz wariowała... Nad ranem nie mogłam spać, krążyłam bez celu po mieszkaniu, aż dziw, że nie zbudziło to Stępińskiego. Marysia nieprzerwanie niespokojnie się ruszała... Przecież termin miałam za cztery tygodnie! Poza tym poród zaczyna się inaczej... 
- Maniek! - krzyknęłam płaczliwie, trzęsącymi się dłońmi grzebiąc w telefonie. Bałam się. Potwornie się bałam. 
Stępień wybiegł z łazienki niczym oparzony. Wystarczyło mu najkrótsze spojrzenie na mnie, aby wiedział wszystko. 
- Jedziemy do szpitala. 

- Moja żona potrzebuje lekarza! - krzyczał, nieudolnie łącząc francuski z angielskim. Gdyby sytuacja była inna, pewnie turlałabym się ze śmiechu. Ale nie dziś. Działo się coś złego z moim maluszkiem, a ono było o wiele ważniejsze. 
Zgromadzeni ludzie obserwowali nas z początku nawet nie reagując. Rozmawiali między sobą, dopóki nie podbiegła do nas pielęgniarka z wózkiem, na którym mnie posadziła. Całą drogę do szpitala płakałam, a Mariusz chyba złamał kilka przepisów drogowych, aby być tam jak najszybciej. Na miejscu wcale się to nie zmieniło, aż dziw, że jeszcze kontaktowałam. 
- Który tydzień? - zwróciła się do mnie, pędząc przez długi korytarz. 
- Trzydziesty szósty... - nic nie odpowiedziała. A ja chciałam wiedzieć! Musiałam wiedzieć!
Chwilę potem byliśmy już na dziale ginekologicznym, gdzie po kolejnych kilku minutach leżałam podpięta do wszystkich aparatur, które mierzyły stan mojego maluszka. Mariusz stał za szklanymi drzwiami i patrzył się na mnie przerażony. Także to przeżywał... 
- Zabieramy panią na blok, cesarza jest konieczna - wyjaśnił mi lekarz, a druga kobieta podsunęła mi jakieś papiery, które bez niczego podpisałam. Liczyła się każda sekunda... 
Mariusz dopadł mnie tuż po wyjeździe z sali. Mocno zaciskał moje ręce, w kółko powtarzając, że będzie dobrze. Chciałam, żeby tak było... 
- Pan nie - rzuciła cierpko kobieta w kitlu. 
- Nie chcę być sama... - wyłkałam po polsku, patrząc się na Stępienia. Co mogę powiedzieć, żeby mógł tam być ze mną...  - To mój mąż, proszę... - szepnęłam do pielęgniarki po francusku, licząc na zrozumienie.
- Dobrze - ostatecznie się zgodziła, a ja poczułam się odrobinę lepiej. Będzie. 
Poprosiłam o znieczulenie częściowe, chciałam słyszeć ten wyczekiwany dźwięk. Lekarze wszystko przygotowywali, a ja czekałam na cięcie. Mariusz stał tuż obok mnie, nadal trzymając moje dłonie. 
- Co jej powiedziałaś, że mogłem wejść? 
- Że jesteś moim mężem - zabłysły mu oczy. 
- Izabela Stępińska... - mruknął rozmarzony, przybliżając się, jak najbardziej się dało. - Niech Marysia ma moje nazwisko. Proszę... 
Poczułam nieprzyjemne kłucie w brzuchu, chyba się zaczynało. A Mariusz... Mariusz chciał, aby Marysia miała jego nazwisko... Chyba śnię. 
- Chcę ją wychować jak swoje dziecko, Izuś - cmoknął moje dłonie, aby niewiele się podnieść i...niepewnie musnąć moje usta. Nadal tego chce... - Jedyne pytanie jest takie, czy jesteś gotowa pokazać mi swoje serce... Tylko na to czekam. 
- Mariusz... - złapałam jego policzki i przyciągnęłam go jak najbliżej siebie, aby pocałować. Czułość przerwał nam...płacz Marysi. Nadal się ode mnie nie odsuwał, w dodatku szczerzył się jak idiota, a jego oczy, gdyby mogły, to wyleciałyby mu z oczodołów. 
- Jestem gotowa pokazać Ci moje serce - szepnęłam, znów czując jego wargi na swoich. 


uśmiechnięty Stępień... u Was też tak jest, prawda? 
taki koniec tej historii widziałam od jej samego początku :) ponoć po każdej burzy wychodzi słońce... życie Izki i Mańka też było taką burzą, co nie? 
dziękuję. znów dziękuję. bo gdyby nie Wy, to nie wiem, czy w ogóle decydowałabym się cokolwiek pisać :) jesteście najlepsze!

Znaleźć mnie możecie pod:
oraz:

4 komentarze:

  1. Gdy zaczęłam czytać już chciałam Cię ochrzanić :P ale na szczęście wszystko dobrze się skończyło, bardzo się z tego cieszę <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jestem mistrzem w języku niemieckim, ale rozpoznałam pogrubiony tekst w belce na górze <3
    I tak miało być od samego początku! Maniek jest wspaniałym facetem!
    Dziękuję za to opowiadanie ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. awwww, słodko ♥
    już się bałam, że coś odwalisz, ale NA SZCZĘŚCIE jest dobrze :D
    dziękuję za tę piękną historię ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Jaaaaacie piździu ❤❤❤❤❤❤
    Jakie to jest kuźwa cudowne ❤❤❤
    Rozpływałam się od początku 💕💕
    Dziękuje za to cudo ❤❤
    Mimo, że nie przepadam za Stępińskim to jednak tutaj skradł moje serce <333
    Buziak ;******

    OdpowiedzUsuń