27 lut 2017

trzynaście - ostatni

W końcu nastał dzień, kiedy dołączę do Stępienia we Francji. Z jednej strony się denerwowałam, ale z drugiej... Chciałam tego. Tęskniłam za nim, te dwa tygodnie były niesamowicie długie. A rozmowy przez Skype'a to nie to samo...
Spakowałam się jeszcze poprzedniego dnia. Jedna torba, w jakiej przybywałam do Chorzowa, obecnie nie starczyła – rosłam z każdym dniem, oraz już miałam małą wyprawkę dla Marysi od wujostwa... To było urocze – cieszyli się ze mną, przeżywali ten okres jak szczęśliwi przyszli dziadkowie... Dlatego zwróciłam się do nich z prośbą, aby Marysia mogła mówić do wujka odpowiednio „dziadku”, a do cioci „babciu”. W oczach obojga stanęły wówczas łzy wzruszenia... Oczywiście, że się zgodzili! Ich aprobata naprawdę mnie ucieszyła. 
A oni cieszyli się moim szczęściem. Tym, że nie będę tam sama, tylko z kimś, kto – według nich – będzie dla mnie kimś więcej... Część mnie chciała tego, ale druga... To nie powinno mieć miejsca.

- Spójrz, jak się niecierpliwi - zwrócił się wuj do Katarzyny, która specjalnie na tę okazję wzięła dzień wolny. - Spokojnie, jeszcze musisz odwiedzić lekarza!
- Wiem - mruknęłam, wstając po coś do picia. Przeżywałam to, wiem. A to nie działa dobrze na Małą, ale...nie umiem inaczej.
- Samolot wysadzisz! - zaśmiał się Waldemar, a ja wywróciłam oczami. Też mi śmieszne!
- Chodź, bo jeszcze tutaj wybuchniesz - ciotka objęła mnie ramieniem, wyprowadzając z kuchni. Udałam się za kobietą, która kierowała się do garażu. Pojechałyśmy wprost do pani ginekolog, która nie widziała żadnych przeciwwskazań co do mojego przelotu i powiedziała, że Mała rozwija się wręcz książkowo. Takie wiadomości niesamowicie mnie cieszyły! Tak samo jak ta, kiedy na lotnisku w Pyrzowicach obwieszczono, że pasażerowie lecący do Frankfurtu mogą już udać się do samolotu. Jednak wcześniej odprawa i przelot... Potwornie długi przelot, w dodatku z przesiadką. Jednak dałam radę i wieczorem byłam już we Francji, gdzie na lotnisku odbierał mnie...przyjaciel. Tak, przyjaciel. To nie może wyjść poza tę barierę. Nie może, ale...tak bardzo się boję, że to się stanie. To przecież nie powinno się zdarzyć, Maniek nie powinien pakować się w większe obowiązki, jak powinien....
Naprawdę nie jestem w stanie uwierzyć w to, co się dzieje. Przecież będzie mieszkał pod jednym dachem ze mną i z dzieckiem, które nawet nie jest jego. Z dzieckiem, z którego się cieszy o wiele bardziej niż jego biologiczny ojciec...
- Izuś! - wypiszczał niczym mała dziewczynka na widok najnowszych zabawek. Przytulił mnie do siebie i naprawdę długo nie puszczał. Wtuliłam się w niego, czując taką...błogość. Brakowało mi go, jego śmiechu na żywo, widoku tego uśmiechu...
- Chyba tęskniłaś - zarechał, psując tę chwilę. Boże! On jest nieprzewidywalny. 
- Nie bardziej jak Ty - odpłaciłam mu pięknym za nadobne. 
- Chyba się zgodzę... - wybuchłam śmiechem. My? Zgodzić się? Jesteśmy takimi przeciwieństwami... - Wiem, trzeba ten dzień uczynić świętem narodowym - wyprostował się, przez co mogłam go widzieć. Poruszył brwiami, szczerząc się jak głupi. 
- Wcale o tym nie myślałam! - zaprotestowałam, a ten spojrzał na mnie pobłażliwie. 
- Jestem przekonany, że sama doszłabyś do tego wniosku, moja droga. 

Wystrój mieszkania przeszedł moje najśmielsze oczekiwania! Przemierzając mieszkanie nie kryłam zadziwienia z jednocześnie ogromną radością. Postarał się... Wyglądał niemal tak samo, jak zarysowywałam mu swoje idealne domostwo!
Wszystko było bardzo nowoczesne, z jednoczesną dozą przytulności. Pokochałam to mieszkanko już od pierwszego wejściarzenia.
- I jak? - zapytał, obejmując mnie w pasie. Stałam w salonie, przy komodzie i podziwiałam nasze zdjęcia, oraz fotografie Marysi, wykonane ultrasonografem. To wszystko... 
- Jest idealnie - szepnęłam, opierając głowę o jego ramię.


***


Pierwszy miesiąc w Nantes był taki w biegu, chociaż dla mnie bardziej był w marszu – i to tylko dlatego, że Maniek nie pozwalał mi na zbyt wiele, bo „mogło to szkodzić Małej”. Nieważne, że znałam bardziej swoje możliwości, to on tu wiedział, co dla nas „dobre”. To było takie...wręcz nie do opisania, aczkolwiek wiedziałam, co jestem w stanie zrobić, a czego nie...
Widziałam też w nim ogromną zmianę – stał się...bardziej czuły, traktował mnie o wiele inaczej, niż zazwyczaj. Po miesiącu wspólnego mieszkania powinno mu się znudzić, prawda? Było wręcz przeciwnie...
Podobał mi się taki inny Mariusz. Czarował coraz bardziej... A do mnie docierało, że nie patrzę się na niego, jak na druha, czy przyjaciela... Z każdym mijającym dniem...zdobywał moje serce jeszcze bardziej.
To było urocze, jak pokazał mi urządzony przez siebie pokoik dla Marysi, czy jak leciał jako pierwszy do sklepu z akcesoriami dla dzieci i pokazywał to, co mu się spodobało. I co – według niego – spodoba się też małej. Serce wtedy rosło mi do rozmiarów brzucha i jednocześnie zalewało się taką mieszanką przyjemnych uczuć.
Opowiadałam o tym ciotce w trakcie rozmów. Odbywały się one zazwyczaj wtedy, kiedy Stępiński był na treningu, nie chciałam, aby usłyszał o czymś, czego jeszcze nie powinien. Kobietę to cieszyło, oboje z wujem dobrze wiedzieli, jaki jest Stępiński. Wszystko wygląda na to, że mieli rację – to ma przyszłość. Mariusz i ja mamy przyszłość. Wspólną przyszłość.
Z jednej strony chciałam tego, ale z drugiej... blokowało mnie to, że nasza historia może mieć podobne zakończenie jak ta z marca, kiedy główną rolę grał Maciej.


no źle nie jest, co nie? :p nikogo nie zabiłam, Izka dotarła cała i zdrowa do Mariusza, który chyba jeszcze czeka... :p w czwartek dowiecie się, co się stanie na końcu ;)

6 komentarzy:

  1. Nadrobiłam chociaż tutaj i awwwww jak słodko *.* oni muszą być razem, nie mogą być tylko przyjaciółmi no błagam Cię !

    OdpowiedzUsuń
  2. No i elegancko :D Na to wszyscy czekaliśmy! Mają być już tylko szczęśliwi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem!
    No właśnie, nie jest źle, nikomu nic nie jest... kurcze, to aż do ciebie niepodobne xD Ale broń Boże, żebym narzekała :D
    Rozdział jest oczywiście świetny, ale... jakoś tak smutno, kiedy na nagłówki widnieje napis "ostatni". Kiedy to minęło? :(
    Weny, buziaki :**
    PS. I zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No i bardzo elegancko, wszyscy cali i zdrowi - tak ma być!
    Ale dlaczego wydaje mi się, że to dopiero taka ''cisza przed burzą'', a coś stanie się w epilogu? ;-; hdsjsdh obym sie mylila i wszystko skoczyło sie dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  5. awww, słodko! i tak powinno się kończyć, happy end przede wszystkim :D tylko trochę obawiam się epilogu. mam nadzieję, że nic złego!
    czekam i całuję ;***

    OdpowiedzUsuń