19 gru 2016

cztery

Dziwnie się czułam, kiedy wraz z wujem wchodziłam do ośrodka treningowego Ruchu Chorzów. I co ja miałam robić pośród...tej zgrai mężczyzn? Oh, czemu uległam własnemu wujowi i tu przyjechałam? Intuicja podpowiadała mi, że stanie się coś...coś odmiennego. Ale czy złego?
Spacerowałam po wnętrzu biura, kiedy mój wuj rozmawiał z kimśtam, aby załatwić mi możliwość swobodnego przemieszczania się po całym obiekcie. Lepiej mieć wszystko potwierdzone, niż żeby doszło do jakichkolwiek nieprzyjemności. 
Stałam i przyglądałam się zdjęciom zawieszonym na ścianie, kiedy... Kiedy moje przeczucie, że coś się stanie się potwierdzi. 
- Nieupoważnionym wstęp wzbroniony - ...o matko, nie, to pieprzony sen, co nie? Ten głos... Cholera! Nawet nie chciałam się odwrócić, bo wiedziałam, że za mną czai się pan przystojny dupek z marketu, który "pomagał" mi z tym durnym masłem orzechowym... Mimo, iż nasza rozmowa nie trwała za długo, to byłam przekonana, że ten ton poznałabym dosłownie wszędzie. - Halo! Mówię coś. 
Kurwa, że tak pomyślę. Czemu ja tu w ogóle jestem? Wujku! Gdzieś Ty zaginął?! 
No dajesz, Izabela. Trzy. Bądź odpowiedzialną kobietą. Dwa. Przecież za niedługo przyjdzie Ci się zmierzyć z czymś trudniejszym, niż rozmową ze swoimi „podrywaczem”. Jeden... 
Odwróciłam się, czego zaraz pożałowałam. Ubrany w sportowy dres... Matko bosko. Więc to jest namiastka podopiecznych mojego wuja? 
- Równie dobrze mogę powiedzieć to samo Tobie - zachowywałam pozorną powagę, chociaż głos mi drżał. 
- Oh, tak? Chcesz mi powiedzieć, że jesteś zaginioną córką trenera? Czy może nową panienką Pieniążka*? Albo Niezgody?
Patrzyłam się na niego z coraz bardziej rosnącą we mnie irytacją. O kim on, do jasnej cholery, do mnie mówi?! 
- Że co?! Mówisz tak, bo co, bo nie chciałam pójść z Tobą na tę pieprzoną kawę? Sorry, ale nie mam głowy i ochoty na przelotne romansiki. Wszyscy jesteście nieodpowiedzialnymi kretynami - syknęłam, mijając go obojętnie. Ulgę mej udręce, spowodowanej tą trudną konwersacją z Dupkiem, przyniósł dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi od biura, które opuszczał Waldemar i jeszcze jeden mężczyzna. 
- Iza? Uspokój się, przecież nie możesz się denerwować - jego głos był spięty i przerażony. Odetchnęłam ciężej, opierając dłonie o plecy. Przymknęłam powieki. 
- Waldek tak szybko awansowałeś na dziadka? - zaśmiał się mężczyzna, z którym wyszedł. Wuj dołączył do niego po dosłownie kilku sekundach. 
- No widzisz, Olek, jak te dzieci szybko rosną? Pojawiła się tak niedawno, a tu proszę! - wywróciłam oczami. Dobre żarty, wujku! Chociaż... Zawsze chciałam, żeby to Waldemar był moim ojcem, nie Rafał. - Nie no, Izunia to moja chrześnica, moje oczko w głowie.
- Wujku, bo się zarumienię... - no i jak na zawołanie poczułam jak na policzki wpełza mi rumieniec. 
- Już Ci lepiej? - spytał z troską, gładząc mnie po głowie. Uśmiechnęłam się, takie gesty przywoływały we mnie wspomnienia dzieciństwa, szczególnie tych chwil, kiedy nie istniało coś takiego, jak chore ambicje moich rodziców.
- Tak, zdecydowanie. 
- Proszę, tu Twoja 'przepustka' w każde miejsce na tym obiekcie - już żaden kretyn się nie przyczepi, pomyślałam z przekąsem, nawet nie zerkając za plecy. Już miałam go dość, a widzieliśmy się łącznie ze dwie, może trzy minuty? 
Olek, czy też towarzysz mojego wuja, podał mi plakietkę, na której widniało moje imię i nazwisko. Czyżby nie wiedzieli, że Waldemar nie ma dzieci? No mniejsza, nie zagłębiałam się, bowiem w trójkę udaliśmy się w stronę wyjścia, które prowadziło na boiska. Na dokładnie te boiska, gdzie miał być też ON... Świetnie... 

Siedziałam na tarasie, spoglądając na poczynania podopiecznych Fornalika. Po dwóch kółkach rozgrzewki przeszli do ćwiczeń, a na sam koniec na niewielką gierkę, bodajże siedmiu kontra siedmiu. Nie miałam nic ciekawszego do roboty, więc patrzyłam się na to, jak banda dorosłych mężczyzn uganiała się za jedną piłką. W sumie nie rozumiałam, czemu i po co to robią. Ale było fajnie widzieć, jak ich to bawi, jak się przewracają, a wujek używa gwizdka. Banda dzieci... Chociaż nie, dzieci są słodkie, a oni nie. Chociaż znajdzie się parę wyjątków. 
W pewnym momencie jednak mój śmiech przybrał na sile. Powodem tego było to, że Dupek oberwał z piłki w głowę. I to bardzo mocno, aż powaliło go na ziemię. Wiem, nie powinnam się śmiać z cudzego nieszczęścia, ale tak działał mi na nerwy... Nie umiałam się powstrzymać, dopóki... Dopóki jakiś facet nie ruszył z nim w stronę miejsc, gdzie siedziałam. NIE! Nie zgadzam się na takie coś!!
Odprowadził go, kazał usiąść na sąsiednim krzesełku... No i poszedł. Zostawił nas samych... Zdecydowanie ten ktoś oszalał! 
Milczeliśmy. W sumie to dobrze, nie denerwowałam się. Wyciągnęłam telefon i chciałam się czymś zająć, ale... No właśnie ale. 
- W ciąży jesteś, czy masz problemy z sercem? - zapytał jakby nigdy nic, a we mnie znów zawrzało. Mocno oberwał w tę głowę, czy on taki zawsze? 
- Jesteś ślepy, czy głupi? - ciągle próbowałam być przy nim spokojna, no ale... Ale się nie da. Zablokowałam ekran i spojrzałam na niego. 
- Przepraszam, nie wiedziałem - wzniósł ręce do góry w geście obronnym. Aż tak bardzo agresywna jestem, czy co? - Tak samo, jak nie wiedziałem, dlaczego i z kim tu przyszłaś. 
- Mogłeś z łaski swojej się powstrzymać z oskarżeniami, że jestem dziewczyną... Nawet nie wiem kogo. 
- Za to też przepraszam, naprawdę... Izo. 
- Skąd wiesz, jak mam na imię? - uniosłam lewą brew ku górze, a ten wybuch uroczym śmiechem. 
- Twój wuj zdążył Cię przedstawić i powiedział, że ten, który Cię zdenerwował ma srogo przekichane. 
- Ma się rozumieć, że jesteś takim tchórzem, że się nie przyznałeś? 
- A Ty wiesz, jaki on jest surowy, jak się zajdzie mu za skórę? - wybuchłam triumfalnym śmiechem. - To nie jest śmieszne! 
- Jest, nawet nie wiesz, jak bardzo - wyszczerzyłam się jeszcze raz, a ten pokazał mi język. - Skoro wiesz, jak ja mam na imię, to może też się dowiem, jakie jest Twoje? 
- Jestem Mariusz, panno Fornalik - skinął głową, po czym syknął, zapewne z bólu spowodowanego tamtym uderzeniem, które kilka minut temu jeszcze wywoływało we mnie śmiech. 

*chodziło mi o Łukasza Monetę 



jeju, z okazji zbliżających się świąt bożego narodzenia życzę Wam spędzenia ich pośród rodziny, żeby Mikołaj suto Was wynagrodził za rok bycia grzeczną!😏 oraz żeby kolejny rok był jeszcze lepszy od tego!😘
składam życzenia już teraz, bowiem nie wiem, czy w pierwszy dzień świąt znajdę czas :( 

7 komentarzy:

  1. Kurczę Mariusz taki spokojniutki się wydaje, ale chyba tutaj taki spokojny nie będzie :D nie spodziewałam się, że tak się spotkają, jednak satysfakcjonuje mnie ten rozdział nawet bardzo :D
    czekam na kolejny i pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  2. O jeju *.*
    Jakie cudne ❤❤
    Czekam na kolejny <3
    Buziaki :**

    Tobie również wszystkiego czego pragniesz <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Melduję się!
    No, kochana, rozdział pierwsza klasa, dobra robota ^^
    Coraz bardziej mi się to wszystko tutaj podoba, bo wszystko też się rozkręca. Nie spodziewałam się takiego spotkania, ale... chyba dobrze wyszło :D Strasznie podobają mi się ostatnie dialogi. Na pewno jeszcze sporo przed nami pomiędzy tą dwójką ^^
    Tobie również życzę wszystkiego dobrego na święta i ślę wenę!
    Buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  4. No to się porobiło! Tylko co Izunia taka poddenerwowana cały czas chodzi hahah :D
    no ale rozdział cudo!♥
    czekam nn <3

    OdpowiedzUsuń
  5. To ci dopiero, takie spotkanie, aż pozazdrościć, ale lepiej tak niż wcale XD
    Już zaczyna mi się podobać ta dwójka. <3
    Czekam na ciąg dalszy i wiem, że tu namieszasz, więc na to czekam najbardziej! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. dobra, możesz mnie zabić. aż nie wierzę, że znów (!!!) narobiłam sobie zaległości. pomińmy fakt, że to opowiadanie musiałam czytać od początku, bo oczywiście leniwa klucha Angela odkładała to na później już od dawna.
    lubię Izę, no normalnie boska jest jak tak krzyczy haha :D
    czekam na więcej i już (raczej XD) nie spóźnię się tak bardzo :D
    buziaki ;**

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem!!! Opowiadanie się rozkręca na duży plus :D już zdążyłam bardzo polubić bohaterkę. Iza jest sympatyczną dziewczyną i trochę przeszła, ale mam nadzieję, że odnajdzie szczęście i spokój! Mariusz też wydaje się być w porządku :D może coś z tego będzie :3
    Ale jest jeden minus - krótkie rozdziały :D Czyta się i czyta, człowiek się wkręca, a tu kabum i koniec!
    Czekam na kolejny rozdział!:*

    OdpowiedzUsuń