Siedziałam na tarasie, czytając książkę, która choć trochę miała mnie podnieść na duchu. Kilka metrów dalej Waldemar prowadził trening piłkarzy Ruchu co chwila coś odnośnie krzycząc. Od tej rozmowy z Dupkiem, znaczy się Mariuszem, trochę inaczej do tego wszystkiego podchodzę. Jednak nie jest takim dupkiem, za jakiego go brałam. Co nie znaczy, że... No że załapiemy dobre kontakty. Naprawdę, mam dość facetów... I to na bardzo długo.
W sumie to Mariusz nawet nie wiedział, że nie jestem z ojcem mojego dziecka. W sumie to dobrze, prawda? Miałam trochę spokoju... Jasne, spokoju.
- A Twój chłopak, czy tam narzeczony, to nie jest zazdrosny, że sobie tak po prostu tu siedzisz? - nonszalancko oparł się o oparcie krzesła stojącego naprzeciw mnie. Westchnęłam ciężko, przestając patrzeć się na niego kątem oka. Odłożyłam książkę na stolik, starając się zachować powagę. Ale przy nim... Po prostu się nie dało!
- Zazdrosny? Twoja dziewczyna nie jest zazdrosna, że ze mną rozmawiasz? - prychnął donośnie, odsuwając siedzisko i zajmując na nim miejsce. - A poza tym to nie masz przypadkiem treningu?
- Dziewczyna? A na co to komu?
- Tak samo jak facet... - mruknęłam bardziej do siebie. Ale to usłyszał, bo spojrzał się na mnie pytająco. Super, kurwa.
- To Ty wiatropylna jesteś?! - niemal się wydarł, a ja w reakcji rzuciłam w niego czytaną książką. Mocno. Przynajmniej w moim mniemaniu. - Musisz trochę poćwiczyć z celnością i siłą. Ale mniejsza. To jak z tą wiatropylnością?
- Ty serio jesteś głupi, prawda? Ile razy wypadłeś z kołyski jak byłeś mały? - wywrócił oczami, a ja ciężko westchnęłam.
- No pytam się poważnie...
- Miałeś kiedyś na biologii, jak się robi dzieci? - zatwierdził, uśmiechając się jak idiota. - Przestań zachowywać się jak typowy samiec, zacznij jak człowiek, błagam. Natknęłam się na wielu idiotów, ale Ty bijesz ich wszystkich na głowę.
- Jest mi niezmiernie miło słyszeć tenże komplement z Twoich ust - przyłożył dłoń do serca, drugą przecierając oczy. - Wzruszyłem się.
Gwałtownie się podniosłam. Ta rozmowa przestała mnie śmieszyć już dawno... Może nie jest Dupkiem, ale jego poczucie humoru jest kretyńskie. I szczeniackie...
- Toż Iza, żartuję tylko... - jęknął, wstając za mną. Nie słuchałam go, kierując się z powrotem do środka. Szedł za mną, a kiedy nie reagowałam na jego jęki, to złapał mnie za nadgarstek, przez co musiałam się zatrzymać. Nie wygrałabym z nim.
- Wybacz, ale mnie takie żarty nie śmieszą.
- Przepraszam! Jeszcze nigdy nie widziałem uśmiechu u Ciebie, no chciałem jakoś go wywołać...
- Słabo Ci to poszło - rzuciłam cierpko, w końcu na niego spoglądając. Zauważyłam, że sam też spoważniał. Chyba zrozumiał, że nie było to na miejscu.
- Widzę właśnie. Nie spodziewałem się, że ten temat jest dla Ciebie taki drażliwy...
- To teraz już wiesz - nadal byłam oschła, co nie za zbytnio mu odpowiadało.
- Już więcej nie będę, obiecuję.
- Nie wierzę w obietnice - zacisnęłam wargi, co i tak nie miało wpływu na nic. Słyszał, jak zatrząsł mi się głos. Na szczęście nie widział, jak w głowie zjawiły mi się obrazy, kiedy Maciek przysięgał mi nade wszystko, że nigdy mnie nie zrani. Dobre sobie... Ciekawe, czy już wtedy blefował, czy po prostu nie zakładał tej wpadki.
- Izka, nie płacz... - głos mu zmiękł, a nadgarstek został uwolniony. Ja i płacz?
Dotknęłam policzków. Były mokre... Super. Lepiej być nie mogło, żebym się rozwyła przy Dupku. Losie, za co Ty mnie karzesz, że zsyłasz na moją drogę takich facetów? Nie mam już wystarczająco źle w życiu?
Nie płacz, nie płacz... Próbowałam się przekonać, jednakże kiedy jego ramiona zacisnęły się wkoło mojego ciała... Wszystkie zawory pękły.
- Mała, co się stało? Wujkowi Mariuszowi zawsze możesz powiedzieć o wszystkim - to brzmiało jak najbardziej poważnie, pomimo tego tekstu o wujaszku. Chciałam być opryskliwa, no ale.... Zrobiło mi się dziwnie przyjemnie... Zdecydowanie brakowało mi męskich rąk. Bliskości...
- Wątpię, czy chciałoby Ci się tego słuchać... - pociągnęłam nosem, palcami ścierając łzy. Nie mogłam rozmazać się jeszcze bardziej.
- Jeśli miałbym później zobaczyć na Twojej twarzy uśmiech, to wysłucham tego wszystkiego z jak największym skupieniem i jeszcze większą wdzięcznością. Ale nie tu, muszę się ogarnąć po treningu.
- Naprawdę Ci się chce?
- Jak najbardziej - znów zabrzmiał poważnie... Nie powiem, że to mnie nie zaniepokoiło... - Nie daj się prosić, Iza! Nie jestem taki zły, sama dobrze o tym wiesz.
- Tsa... Szczególnie wtedy, jak śmiałeś się ze mnie, jak widzieliśmy się po raz pierwszy.
- Bo było to urocze! Za nic w świecie nie było to szydercze!
- Uważaj, bo Ci uwierzę - posłałam mu przyjacielskiego kuksańca, wybuchając sztucznym śmiechem.
- No! Od razu lepiej - chyba nie wyczuł, że ta reakcja nie była do końca szczera... W sumie to dobrze, prawda?
- Nie miałeś przypadkiem iść pod prysznic? Bo trochę bardzo czuć, że trenowałeś - pomachałam dłonią przed nosem, udając, że czuć smród. Pokazał mi język, po czym wypuścił że swojego uścisku.
Chwilę postałam w miejscu, wracając do rzeczywistości. Potem ruszyłam w stronę tarasu, musiałam zabrać jeszcze stamtąd książkę, którą w niego rzuciłam.
Po drodze minęłam wujka, któremu przekazałam informację, że nie wrócę z nim do domu. Uśmiechnął się, będąc wyraźnie zadowolonym. O co już mu chodziło? Myślał, że co, że już umawiam się na randkę? Dobrze wie, jakie mam stanowisko... Poza tym wątpię, czy sam panicz Stępiński widzi to spotkanie w takiej formie, jak Waldemar...
Westchnęłam ciężko, opadając na krzesło koło drzwi wyjściowych z ośrodka. Dla zabicia czasu wzięłam się za odnalezienie momentu, w którym byłam zmuszona przerwać lekturę.
- Nadal za mało Ci tej książki? - usłyszałam nad sobą ten śmiech, po czym straciłam sprzed oczu kartki zapełnione literkami.
wiem, ten post powinien być dodany tydzień temu. ale tydzień temu o tej porze wracałam do żywych dopiero, musicie zrozumieć ;)
ostrzegam Was, że to opowiadanie będzie liczyło dwanaście, no może 13 rozdziałów, co podejrzeć możecie w spisie treści :)

Pomiędzy nimi zaczyna się fajnie układać! I Mariusz jest uroczo kochany :D Mógłby być takim zastępczym tatusiem :D
OdpowiedzUsuńale ale ale czemu to ma być takie krótkie?!
OdpowiedzUsuńNiemniej cieszę się, że między nimi zaczyna się układać. Mariusz powinien tylko uważać co mówi i będzie wszystko ok :D
czekam na kolejny, pozdrawiam <3
Jestem!
OdpowiedzUsuńRozdział cudny, jak zwykle. Kurczę, aż szkoda, że nie jest chociaż odrobinkę dłuższy ^^
Fajnie, że wszystko zaczyna się pomyślnie układać. Zobaczymy, co z tego wyniknie, ale jak na razie jest chyba lepiej niż dobrze :D
Dwanaście albo trzynaście rozdziałów, powiadasz... cóż, co wcale nie tak mało :)
Czekam zatem, buziaki :**
❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤
OdpowiedzUsuńashgahsg zaczyna sie wreszcie układac <3 Ale poczucie humoru Mariusza, to ja uwielbiam haah :D
OdpowiedzUsuńczekam nn <3