5 gru 2016

dwa

Siedzieliśmy w dwójkę na kanapie w jasnym i przestrzennym salonie. Wpatrywałam się przed siebie, na ścianę, na której wisiało wiele ramek na zdjęcia. Nic nie mówiliśmy. Ja nie wiedziałam, o czym mogę rozmawiać, a wuj... Nie wiem.
Bałam się poruszyć kwestię tego, czy...czy mogliby mi pomóc i ugościć. Nie umiałam się zwrócić do nich z tą prośbą.
- Jak studia? - spytał, przerywając ciszę panującą między nami. Nic nie grało, słychać było tylko nasze oddechy i tykania zegara. Położyłam kubek z mrożoną herbatą na kolana, spoglądając na niego. Patrzył się na mnie, lekko się uśmiechając. Taki uśmiech pamiętałam najbardziej.
- Szczerze? Koszmarnie. Nie wiem, jak wytrzymałam od chwili... Od chwili, kiedy dowiedziałam się o ciąży.
Skinął głową, że rozumie. Ale nie rozumiał. Nikt nie rozumiał...
- Który tydzień?
- Lekarz mówił, że dwudziesty lub dwudziesty pierwszy. Jeszcze raz przepraszam, że tak bez zapowiedzi...
- Skarbie, nie masz za co przepraszać - poklepał mnie po dłoni. Wcale nie zrobiło mi się od tego lepiej.
- Będę miała, jeśli się dowiesz, dlaczego tu jestem.
- Domyślam się, że nie chcesz wrócić do Myślenic, bo mój brat i jego żona nie byliby zadowoleni z tego, że mają zostać dziadkami - Boże, on mi czyta w myślach. Chyba że moja twarz mówi wszystko. - Mój dom zawsze stoi dla Ciebie otworem. Kasia pewnie też się ucieszy, że w końcu zobaczy swoją ukochaną chrześnicę.
Odłożyłam naczynie na stół i wtuliłam się w mężczyznę. Objął mnie, całując w czubek głowy.
Nie wiem, ile tak trwaliśmy, ale chyba długo, bo słychać było auto podjeżdżające pod podjazd, a po chwili stukot obcasów w korytarzu. To jednak nie spowodowało, że wuj wypuścił mnie ze swoich objęć.
- Waldemarze Fornalik! - syknęła, a mój wuj wybuchł donośnym śmiechem. Czyżby ciotka pomyślała, że..że mogę być jego kochanicą? - Jeszcze ma czelność się śmiać!
Oderwałam się od niego, aby stanąć przed kobietą, której oczy zaczęły przypominać spodki, kiedy mnie zobaczyła. Wyglądała tak, jakby zdążyła ujrzeć ducha, w co szczerze się nie dziwię.
- Izabela! - pisnęła płaczliwie, chwytając moją twarz w swoje dłonie. Jej usta, pomalowane różową szminką, odcisnęły się na moim czole i policzkach. - Ile to czasu ja Cię nie widziałam?!
- Niemal pięć lat... - zacisnęłam wargi. I pomyśleć, że gdyby nie zachowanie moich rodziców, to by tak nie było... No ale nie mam na to wpływu.
- Aczkolwiek Izunia teraz trochę u nas pomieszka - znów mnie zamurowało. Zgodził się, abym tu została. Zaszkliły mi się oczy. Nie wierzę, że chce mi pomóc. - Mam nadzieję, że choć trochę nadrobimy ten czas.
- Też tak sądzę! Nawet nie wiesz, jak się cieszę. Znów poczuję się o te kilka...naście lat młodsza - zażartowała, śmiejąc się melodyjnie.
- Usiądźcie, a ja podam obiad. Pewnie obie jesteście głodne, a Iza szczególnie - westchnęłam cicho.
Ciotka schwyciła moją dłoń i nów zaprowadziła na kanapę. Zaczęła się wypytywać o...dosłownie wszystko. O to, jak na studiach, jak znajomi, mój chłopak... Fakt, nie rozmawialiśmy o nim za wiele. Nie wie, że się rozstaliśmy.
- Nie jestem już z Maćkiem - wyszeptałam, nerwowo splatając palce swoich dłoni. To bolało, chociaż minęło od tego trzy miesiące.
- Jejku, co się stało? Przecież, jak ostatnio rozmawiałyśmy, to wszystko było dobrze...
- Było to prawie pół roku temu... Dużo się od tego czasu zmieniło, ciociu...
- Córciu! Coś się stało? - spytała podejrzliwie.
- Rozstaliśmy się kilkanaście tygodni temu. A to wszystko przez... - podniosłam się, dłońmi obejmując brzuszek. Spojrzałam na chrzestną. Wpatrywała się w niego z rozdziawioną buzią.
- Niech ja go tylko spotkam... Kiedykolwiek - mówił to wuj, który zjawił się nawet nie wiem kiedy. Westchnęłam ciężko, znów zajmując miejsce na kanapie. Kobieta pokręciła głową, słysząc tę wypowiedź.
- Co chcesz zrobić po porodzie?
- Nie wiem... Przyjechałam tu odpocząć, pomyśleć i poradzić się Was. Pod uwagę brałam wszystko, nawet... Oddanie go - dwa ostatnie słowa z niesamowitą trudnością przeszły mi przez gardło. Oddać? Kiedy... Kiedy nawet zaczęłam się cieszyć z tego, że to maleństwo miało się tu zjawić?
- Izuś... Ty nie mówisz poważnie, prawda? - głos Katarzyny drżał. Potrząsnęła głową, jakby chciała wymazać to, co usłyszała.
- Jeśli zmusi mnie do tego sytuacja... Zrobię wszystko, żeby miało dobrze w życiu. Żeby miało ciepło domu, kochających go rodziców...
- Nie podejmuj pochopnych decyzji - wyszeptała, chwytając moją dłoń. - Eh, jak dobrze, że zwróciłaś się do nas z pomocą, a nie wróciłaś do rodziców... Jestem pewna, że przekonaliby Cię do oddania go. Nie zważając na to, jak bardzo by Cię to bolało.

Popołudnie spędziłam wraz z wujostwem tak, jakbyśmy nie mieli w plecy tych kilku lat. Waldemar opowiadał mi o swojej pracy jako trener reprezentacji Polski, a także Ruchu Chorzów, dla którego tu zamieszkał. Dawno tyle nie rozmawiałam, co było tylko na korzyść.
Ogólną radość przerwał telefon z Myślenic. Moja mama...
~ Witaj, córko. Kiedy przyjeżdżasz? ~ zasępiłam się, słysząc to bardzo sztywne powitanie. Co mam zrobić, co powiedzieć?
- Eee... Dobry wieczór, mamo. Wątpię, czy uda mi się to zrobić w przeciągu najbliższych tygodni. Wyjechaliśmy z Maćkiem na wakacje. W pełni zasłużone wakacje.
Kobieta teatralnie westchnęła. Miałam wrażenie, że była to wymuszona rozmowa, jakby interesowało mnie to, co u nich. Skoro oni dzwonili tylko raz na miesiąc, w dodatku na nie więcej niż dziesięć minut, to czemu sama miałam się interesować?
Państwo Fornalik wpatrywało się we mnie ze współczuciem. Też siebie żałowałam. Oh, czemu musiałam się urodzić w takiej rodzinie? Chociaż z drugiej strony nie miałabym tak cudownych rodziców chrzestnych...
~ Po pracowitym roku na pewno zasłużyliście na chwilę odpoczynku. A gdzie pojechaliście? Oczywiście jeśli mogę się spytać ~ oh, czemu ta rozmowa musi być dalej kontynuowana? Przecież słychać, że się zmusza...
- Na Chorwację. Przepraszam, mamo, ale nie mogę rozmawiać, zaraz wychodzimy. Do usłyszenia - nie czekając na odpowiedź z jej strony zakończyłam rozmowę. Odłożyłam telefon, opierając głowę o zagłówek i ciężko oddychając. Plusem tego było to, że miałam spokój od nich na najbliższe tygodnie. Co będzie potem? Nie wiem, z autopsji wiem, że planowanie nie wychodzi.


ale żeby nasi główni bohaterowie się jeszcze nie poznali? Nika, co Ty dajesz, hah :D

4 komentarze:

  1. Pewnie tutaj poznają się za 10 rozdziałów 😂 nie no, fajny rozdział, to jak zachowuja się rodzice chrzestni to cudo naprawdę 😍 czekam na kolejny, pozdrawiam 😘

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem!
    Rozdział bardzo fajny, miło się go czytało, jak wszystko zresztą u ciebie. Wybacz, nie potrafię narzekać.
    No własnie, żeby główni bohaterowie się nadal nie poznali... to się nie godzi :D Ale mam nadzieję, że jednak jakiś przełom niebawem nastąpi ^^
    Czekam i ślę buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie martw się, na jednym z moich blogów poznawali się przez 7 rozdziałów, ale jakoś to przeboleję XD
    Kochana, już nie zniosę jednak tej niecierpliwości i niech się poznają w tej trójeczce ^^ Rozdział fajny, świetnie się czyta :3
    Dobra, to czekam! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja cie przepraszam, że dopiero teraz się zjawiam :'(((((((
    Nadrobilam wszystko! :))
    Cudowne ❤❤❤

    OdpowiedzUsuń