23 sty 2017

osiem

Wtedy do domu wróciłam późnym wieczorem. I tak zaczęły się nasze wyjścia... A z każdym kolejnym narastało pytanie: dlaczego to robi? Przecież nikt bezinteresownie w dzisiejszym świecie nic nie robi. Nawet w pysk za darmo nie dostaniesz, jak to się mówi.
Nie żebym narzekała na jego towarzystwo. Pokazywał się z innej strony  tej o wiele lepszej. Był dobrym człowiekiem, który trafił na nieodpowiednią osobę. Skąd ja to znam...
Na razie jednak miałam spokój od Krakowa i życia w tym mieście. Od rodziców też... Dopóki znów im się nie przypomni ktoś taki jak ja. Jednakże na to przyjdzie jeszcze czas...
Z każdym kolejnym spotkaniem poznawałam go trochę lepiej. Był roztrzepany, zaganiany, no ale jak to facet  przecież oni nigdy się nie ogarniają. Ale z drugiej strony... Dobrze czułam się w jego towarzystwie. Miałam tę świadomość, że...że mogę mu ufać. To głupie, naprawdę. Zachowuję się jak idiotka, dając mu znaki, że mu ufam. Już raz moje zaufanie zostało doszczętnie wykorzystane...
Mojego wuja, a także ciotkę, cieszyło to, że chodzę z uśmiechem na twarzy. Udawali, że moja nieobecność pół, jak nie większość, dnia to coś złego, jednakże w ich oczach dopatrywałam się radości. Wieczorami siedzieliśmy zawsze przy stole i grywaliśmy w szachy, czy planszówki, przez co znów czułam się jak nastolatka, która poza nauką nie miała niczego do roboty.
Gdzieś trzy tygodnie później Mariusz... Stał się nerwowy, w trakcie naszych spotkań milczał jak zaklęty, ciężko było wyciągnąć z niego cokolwiek. Niepokoiło mnie to... Znudziła mu się znajomość ze mną? Czy może coś gorszego? 

- Stępiński - syknęłam, kiedy ten znów siedział jak zaklęty. Tydzień tej niepokojącej ciszy. Swoją uwagę koncentrował na kubełku lodów miętowych, jakie na spółkę konsumowaliśmy. Nawet nie zareagował. Świetnie! - Albo powiesz mi, co się dzieje, albo rozmiar mojego sandała odciśnie Ci się na czole - lekko drgnął, blado się uśmiechając. 
Westchnęłam ciężko, odkładając naczynie z lodowatym smakołykiem na stolik w jego mieszkaniu. 
- Chcę Ci powiedzieć, ale... Nie teraz. To nie jest odpowiednia pora...
- Mariusz... Proszę Cię - szepnęłam, dotykając jego ramienia. Nawet na mnie nie spojrzał. 
- Boję się Ci o tym powiedzieć, rozumiesz? Boję się Twojej reakcji... 
- Jeśli tego nie zrobisz, to nigdy się nie dowiesz, jak na to zareaguję. 
Nic nie mówiliśmy. Nie pospieszałam go, bo popędzanie zawsze miało zły wpływ. 
- Podpisałem wstępną umowę z Nantes. Jak dobrze pójdzie, to za tydzień wyjeżdżam do Francji. 
Zrobiło mi się słabo, jak tylko na powrót zamilkł. Oczy szeroko się rozwarły, a oddech stał się spazmatyczny... Zacisk na jego ramieniu stał się chyba zbyt silny, zrobiło mi się zdecydowanie za gorąco... 
- Iza! - krzyknął, szarpiąc moimi ramionami. Próbowałam coś z siebie wykrztusić, jednakże usta były potwornie ciężkie... 
Chyba przestałam czuć na sobie jego dotyk, który został zastąpiony...zimną wodą. Momentalnie się ocknęłam. Stał nade mną, szczerząc się jak idiota, którym przecież był. I będzie. Ale to dobrze, nie wyobrażam sobie tego, że nie jest tym głupim idiotą. 
- Żartujesz sobie ze mnie - ledwo to z siebie wykrztusiłam. Uśmiech od razu zniknął z jego twarzy. Z trudnością zaprzeczył. 
Super. 
Zawsze, jak zaczyna się coś dobrze, to...musi się to kończyć i to niezbyt dobrze... W poprzednim wcieleniu musiałam nieziemsko nagrzeszyć i nie otrzymać za to żadnej kary, skoro teraz Najwyższy się mści za to i to potwornie... 
- Nie... Ale to nie koniec - chciał mnie uspokoić, czy zdenerwować? Delikatnie dotknęłam brzucha, maleństwo było niesamowicie spokojne... To znak, że nie mam się martwić? - Wpadłem na pomysł, trochę szalony. Chyba bardziej bałem się go, niż powiedzenia Ci o moim odejściu z Ruchu. 
- Jak już zacząłeś...ten temat, to lepiej go skończ. Bo może to mieć zły finał. 
- Nie chcę, żebyś miała mnie za idiotę - prychnęłam. Mam go za idiotę od naszego pierwszego spotkania. Za idiotę, którego...lubię. Tylko – w sumie aż – lubię. 
- Twój pomysł nie zmieni mojego zdania o Tobie. Po prostu powiedz, co Ci leży na wątrobie. 
Minęła dłuższą chwila, nim się zebrał na odwagę, aby otworzyć usta i powiedzieć to, co było powodem jego zachowania. 
- Chciałbym, żebyś tam poleciała ze mną. Oczywiście nie tak od razu, bo nie chcę, abyś męczyła się w hotelu. Tylko wtedy, kiedy wszystko będzie już na Ciebie, w sumie na Was, czekało. 
Wytrzeszczyłam oczy ze zdziwienia. Ja... Nie wiedziałam co powiedzieć. Nie wiedziałam, czy jest jakiekolwiek słowo, jakie wyrazi to...zaskoczenie, ale jednocześnie też dziwną radość. Czyli jednak nie ma mnie dość, a wręcz przeciwnie? 
- Czemu?.. Czemu chcesz, żebym tam była z Tobą? 
- Umiesz francuski - zaśmiał się, a ja spojrzałam na niego z pobłażaniem. - Tak naprawdę... Chyba nie umiem sobie wyobrazić tego, że nie będzie Cię w pobliżu. Że nie będziemy się wzajemnie denerwować... 
Chciałam coś powiedzieć na zaczepkę, ale z równowagi wytrącił mnie mój telefon. Nie musiałam go widzieć, żebym wiedziała, kto dzwoni. Na TEN numer miałam ustawioną inną piosenkę...
- Izka? - spytał, kucając przede mną. Chciał mi podać telefon, który przestał dzwonić. Ale to tylko na chwilę. Stało się coś, że zadzwonili?.. - Co się dzieje? 
- Dzwonili moi rodzice...




tak, nie byłabym sobą, gdybym tak tego nie skończyła XD ale robi się coraz bardziej słodko, co nie? ;') 


6 komentarzy:

  1. aaaaa! Wiedziałam, że on jej zaproponuje wspólny wyjazd! Teraz to tylko widzę ich świetlaną przyszłość razem :D Widziałam... Do momentu telefonu od jej rodziców! Przypomnieli sobie o córce?
    Czekam na kolejny rozdział - dłuższy!

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytam i myślę sobie "No będzie totalnym dupkiem jak jej nie zaproponuje wyjazdu" ale oczywiście koniec końców nie może być dobrze, no przecież! Teraz niech jej rodzice się "wypchają" Iza ma prawo być szczęśliwa...z Mariuszem oczywiście!
    Czekam na kolejny, pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozpływam się *.*
    Zależy mu na niej prawda? :))))))))
    Hehe ❤ cudo ❤ cudo ❤ i jeszcze raz cudo ❤
    Czekam <3
    Buziak :*

    OdpowiedzUsuń
  4. jezu już się przestraszyłam, że zostawi ją samą! :<
    Ale na szczęście chce ją zabrać ze sobą, uf ♥
    martwi mnie ten telefon od rodziców i to bardzo... ;;
    czekam! <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak jak liczyłam! Weźmie ją ze sobą! <3
    On jest taki uroczy ;3
    Teraz będzie kolorowo ;) Mam nadzieję.. XD
    Czekam na kolejny! :*
    Kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem!
    Rozdział cudny jak zwykle ^^
    Ja wiedziałam, że to się skończy taką propozycją :D Ale widać, że Mariuszowi na niej zależy. Aż się miło patrzy. Ja mam nadzieję, że już zawsze będzie tak sympatycznie, że nie wpadniesz na jakiś genialny pomysł, aby to niszczyć :D
    Weny, buziaki :**

    OdpowiedzUsuń