16 sty 2017

siedem

Nawet nie odebrał. Przejechał palcem po ekranie, kiedy tylko oprzytomniał, po czym odłożył urządzenie na stolik. Ale jego mina nadal była nietęga... Mimo panującego zgiełku miałam wrażenie, że słyszałam, jak pod nosem liczy po niemiecku do dziesięciu. Chciałam się zaśmiać, ale... Nie umiałam. Głowę zaprzątało mi to, co wytrąciło Stępińskiego z równowagi.
- Mariusz? - wyszeptałam, nieśmiało przesuwając swoje palce bliżej jego dłoni. - Co się dzieje?
- Nic, Izka. Wszystko jest dobrze - odpowiedział po chwili. Poza tym łgał jak pies, to było tak bardzo widać...
- Właśnie widzę, jak jest dobrze - spojrzałam się wprost na niego. Jego wzrok skrzyżował się z moim, próbował przekonać mnie do swoich racji... Na marne. - Zaufaj mi.
Przełknął ślinę, rozluźniając zacisk ręki, kiedy poczuł na niej moje palce. Jeszcze przez chwilę milczał, po czym odetchnął i zwilżył wargi.
Podobnie jak on czekałam, aż zacznie mówić. Nie popędzałam, niczego nie wymagałam... Cierpliwie czekałam. W środku czułam dziwne podrygiwania, jakby to maluch się przebudził i chciał dokazywać. Przyłożyłam wolną dłoń do brzucha, hamując się z uśmiechem. Powaga sytuacji była nieodpowiednia.
- Moja przeszłość próbuje do mnie powrócić.
Patrzyłam się na niego, próbując zrozumieć sens jego słów. Jednakże nie szło mi to... Cóż, najłatwiej usprawiedliwić jest to tym, że tak naprawdę go nie znam.
- Przeszłość?
- Osoba, na której przejechałem się jak na nikim innym - sprecyzował, a mnie...zabolało serce. Czemu myślałam, że... Że chodziło o jakąś dziewczynę?
- Nie była Ciebie warta.
- Byliśmy blisko siebie od gówniarza, a kiedy spojrzałem się na nią tym innym wzrokiem... Moje życie było jak w bajce. Jeździła za mną i dla mnie do każdej kolejnej drużyny. Do Norymbergi, do Krakowa... Ja nie wiem, kiedy się to wszystko między nami popsuło.
Czyli jednak miałam rację. Czyli nie tylko on dostał srogiego kopniaka od życia...
- Zdradziła mnie z jednym z moich, jak to myślałem, znajomych... A teraz próbuje to wszystko naprawić.
Czułam gulę w gardle. Było mi przykro z jego powodu. Bo Dupek tak naprawdę nie był dupkiem, tylko no...niczemu winną istotą, która musiała dostać srogą lekcję od życia.
Pogładziłam wierzch jego dłoni, siląc się na uśmiech, który miał go choć trochę podbudować.
- Nie chcesz do niej wracać, prawda?
- Sama to zniszczyła. Może i coś do niej czuję... Coś innego, nie zawiedzenie, pomieszane z nienawiścią. 
- Nadal ją kochasz?
- Chyba nie - odpowiedział po dłuższej chwili. - Jednakże łączy nas wspólna przeszłość, którą...którą sama skreśliła.
- Jak widać nie umie pogodzić się ze stratą...
- Chyba kochaś kopnął ją w tyłek i stwierdziła, że jej ulegnę - westchnął ciężko. - Ale ja nie chcę. Próbuję o tym zapomnieć.
- Nie szkoda Ci tego czasu z nią?
- Nie - uśmiechnął się pogodnie. - Dużo mnie nauczyła przez te kilka lat.

Po przykrych aspektach przeszliśmy do tych bardziej radosnych. A kiedy w kawiarni zrobił się jeszcze większy ruch... Wtedy ją opuściliśmy, kierując się do pobliskiego parku na spacer.
Trzymaliśmy się naprawdę blisko, jednakże nie trwaliśmy w żadnym fizycznym kontakcie. Zaczęliśmy rozmawiać o innych rzeczach. Takich banałach jak ludzie, których sporadycznie mijaliśmy, czy to, że ktoś nie posprzątał po swoim psie. Było miło, naprawdę.
- Nie boisz się tego, że teraz zaraz może do nas ktoś podejść i poprosić Ciebie o zdjęcie?
- Skądże - zaśmiał się. - Nigdy nie miałem z tym problemu, uwielbiam nawiązywać kontakty z nowymi ludźmi. Uwielbiam widzieć te iskierki w ich oczach na mój widok...
- Chyba ktoś tu ma za wysokie egoo - chciałam, żeby zabrzmiało to jak w jednej z tych kreskówek, jak ktoś melodyjnie wtrącał swój tekst, ale... Chyba mi nie wyszło, bowiem Mariusz parsknął tak donośnym śmiechem, że staliśmy się głównym celem grupki młodszych chłopców, którzy do nas podbiegli.
- Mariusz, Mariusz! - zaczęli się wzajemnie przekrzykiwać. Było to...naprawdę urocze, a mój towarzysz chyba znalazł się w swoim żywiole.
- Co tam chłopaki, może chcecie pokopać ze mną? - wskazał głową na piłkę, którą trzymał jeden z jego rozmówców. Cała grupka zawyła na zatwierdzenie, a jeden z nich zaczął mu tłumaczyć trasę, jak trafić na boisko.
- Jasne, za pięć minut się widzimy! - oznajmił, wracając do mnie, która stała od nich dwa, może trzy metry. Uśmiechałam się cały czas, podpierając dłonie o plecy. Mały znów zaczął wariować, a ja z każdą chwilą zaczynałam czuć to coraz bardziej. Było to potwornie cudowne uczucie, ale z drugiej strony obawiałam się tego, że z każdym kolejnym dniem, czy tygodniem, może być jeszcze gorzej. W dodatku już teraz zaczynały pobolewać mnie plecy... Eh, biada Ci, Iza. Biada...
- To co, potowarzyszysz mi podczas spotkania Mariusz Stępiński kontra chorzowska młodzież?
- Dostanę wejściówkę VIPowską? - puściłam mu oczko, wybuchając śmiechem.
- Nie za duże masz wymagania? - odpowiedział mi tym samym.
- Ja? Skądże znowu! - pokazałam mu język. - Poza tym się streszczaj, obiecałeś chłopakom, że zaraz będziesz.
- Będę, jak Ty pójdziesz ze mną - wysunął przede mnie swój łokieć, drugą ręką machając zapraszająco. Wzniosłam oczy ku niebu, starając się zachować poker face, aczkolwiek miałam wrażenie, że Stępiński bez większych problemów mnie rozgryzł.
Ujęłam go, ruszając wraz z nim w stronę jednego z piłkarskich orlików. W czasie drogi opowiadał mi jedną z anegdot ze swojego życia, jak był w wieku tych chłopców. Lubił mówić... Chociaż może robił to tylko dlatego, że wówczas niemal przez cały czas na twarzy gościł mi uśmiech?



4 komentarze:

  1. Jakie to słodkie❤❤
    Kocham, kocham, kocham!! ❤❤❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  2. No to wiemy teraz coś więcej też i o naszym Mariuszku xd A Iza reaguje prawidłowo, bo tak ma być :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem!
    Cóż, rozdział cudowny jak zwykle ^^
    Faktycznie, coraz więcej się dowiadujemy o Mariuszu. Ale tak jakoś uroczo nam się zrobiło :D
    Czekam, buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  4. Oh, jakoś tak mi miękko na sercu XDD
    Coraz bardziej mnie ciekawi Mariuszek ^^ Intrygujące... :D
    Czekam na kolejny rozdział :*
    Buziaki! :3

    OdpowiedzUsuń