- Zapraszam - wskazał dłonią w stronę białego, skórzanego fotela swojego czarnego Audi. Patrzył się na mnie wyczekująco, rozbrajająco się uśmiechając. Westchnęłam cicho, stawiając pierwszy niemrawy kroczek. Po nim kolejny... A on nieprzerwanie czekał. Może gdybym była złośliwa, to przeciągałabym to jak najdłużej się da. Ale narobił mi smaka na coś słodkiego... Eh, to jest minus ciąży.
W przeciągu tych tygodni przytyłam już dziesięć kilogramów. Moją garderobę stanowią luźne sukienki... Bo innych rzeczy po prostu nie mogę nosić. Na szczęście jest ciepło, więc nie muszę się teraz martwić. Zrobię to później.
Ale mniejsza, wróćmy do świata rzeczywistego.
Sadowiłam się w tym wygodnym fotelu, a Stępiński zamknął za mną drzwi. Czemu miałam wrażenie, że jeszcze je zablokował? Czy on myśli, że jestem taką tępą idiotką i mu ucieknę?
- Chcesz mnie zgwałcić, czy co? - mruknęłam, kiedy już siedział za kółkiem i odpalał samochód.
- Niby dlaczego posądzasz mnie o uwodzenie i wykorzystywanie kobiet? - spytał, rżnąc niewiniątko. Haha, śmieszne, Mariuszku.
- Zablokowałeś drzwi po mojej stronie - ...parsknął śmiechem, a mi zabrakło na niego słów. Zdzieliłam się dłonią w czoło, czując ogarniające mnie zażenowanie.
- Eh, panno Fornalik. To zwykła kwestia bezpieczeństwa.
- Bo Ci uwierzę.
- Nie masz wyboru - uśmiechnął się cwaniacko, po czym skupił się na opuszczaniu parkingu... Z piskiem opon. On to chce mnie zabić?
- W ogóle masz prawo jazdy? - spytałam po chwili. Nie, żebym w to wątpiła, po prostu... Chwilami się popisywał, co to on nie potrafi.
- Mam, i to od trzech lat - zabłysnął ząbkami, a ja wywróciłam oczami.
- Śmiem wątpić.
- To nie wątp, moja droga.
- Spokojnie, oddam Ci swoje - zażartował, kiedy w tempie błyskawicy pożerałam swój kawałek ciasta.
- Nie! Przytyję jeszcze bardziej, a on - wskazałam wolną dłonią na brzuch - nie będzie się przyznawał do tak grubej i okropnej matki.
- On? Czyli chłopiec? - wzruszyłam ramionami.
- Nie wiem. Nie chciałam się dowiadywać, a lekarz później już mi nie proponował - miałam farta, że nie dopytywał się, dlaczego nie chciałam znać płci swojego maleństwa.
- Który tydzień? - wow, to jednak miał na biologii o przebiegu ciąży?
- Dwudziesty drugi.
- Oo, to trochę już tam siedzi - przez chwilę się śmiał, po czym spoważniał. Wiedziałam, że ta kawa nie jest tak po prostu, żeby się dowiedzieć o tym, jak przebiega ciąża, czy inne pierdoły. Chciał dowiedzieć się tego, czego nie chciałam pamiętać. - Poza tym, Izabelo, to przesadzasz.
- Niby gdzie przesadzam?
- Chociażby z tym podejściem do tego, że przytyjesz. Pff, bo to największy problem.
Prychnęłam. Będzie mi prawił morały? Chciałam zaprotestować, ale on znów zaczął mówić.
- Okropna? Niby z której strony jesteś taka, bo nigdzie nie widzę - mruknął, uważnie mi się przyglądając. - Jesteś chwilami wredna... Wróć, próbujesz być wredna, ale Ci to nie wychodzi.
- Dzięki - mruknęłam z ironią.
- Wyglądasz na osobę, która już sporo przeszła. I to wiesz, nie w tym dobrym znaczeniu.
- Teraz oczekujesz, że opowiem Ci swoją smutną i żałosną historię, tak?
- Dokładnie tak.
Wziął do ręki filiżankę z kawą i upał trochę jej zawartości. A ja próbowałam się zebrać, co... Dużo mnie kosztowało.
Przecież odpowiedziałam trochę Panu taksówkarzowi. Ale go nie znałam, a z Mariuszem już miałam styczność... Eh.
- Wpadłam. Moje dziecko jest wpadką.
Skinął głową, przyjmując tę informację do świadomości. Nic nie mówił, nie popędzał... Czekał. Znów czekał.
- Kiedy powiedziałam o tym mojemu chłopakowi, to on... Wyszedł, nie mówiąc nic. Od tamtego dnia nie miałam z nim żadnej styczności, starał się mnie unikać tak bardzo, jak to tylko możliwe.
- To nie wszystko, prawda? - nie odpowiedziałam mu tak od razu. Ale w ogóle skąd mógł to wyczytać? Brzmiałam tak, jakbym powiedziała już wszystko...
- Moi rodzice nie wiedzą nic o tym, że jestem w Chorzowie. Myślą, że pojechałam z Maćkiem na wakacje po kolejnym roku ciężkiej pracy.
- Nie sądzisz, że powinni wiedzieć o tym, że będą dziadkami?
- To dziecko zniszczyłoby ich plan idealny dotyczący mojej osoby. Miałam być najlepszym prawnikiem w Polsce, z Maćkiem mieliśmy otworzyć kancelarię adwokacką... Mieliśmy. Ale życie kopnęło mnie w dupę jak najszybciej się dało.
Poczułam na swojej drżącej dłoni jego. Bardzo ciepłą.
- Tylko już mi nie płacz. Nie znoszę tego, jak widzę kogoś, kto płacze.
- Łatwo Ci powiedzieć „nie płacz”. Miałeś i masz o niebo lepiej jak ja.
- Może tak, może nie, Iza. Jednak jestem zdania, że trzeba żyć tym, co jest teraz, a nie. Nie patrzeć na przeszłość, na te rany... Zamykać poprzednie rozdziały i otwierać nowe.
Ścisnął moje palce, uśmiechając się delikatnie. Ten uśmiech miał podnieść mnie na duchu, ale... Tak jakoś nie umiałam.
Nic nie mówiliśmy, patrzyliśmy się na siebie. Z perspektywy osoby postronnej wyglądało to na romantyczną randkę, czy coś tego pokroju... Może i wyglądało... Do chwili, kiedy nie zadzwonił jego telefon.
Dobrze widziałam, że pobladł, gdy tylko zobaczył, kto do niego dzwoni?
ktoś tu strzelił dwie bramki w sobotę!🙌😍
no i zdarzy się, że maniek powie mądre słowa, jak chociażby tu powyżej...:p wygląda na takiego głupka, no ale...:D


Cudo ❤❤❤❤❤❤❤
OdpowiedzUsuńJejku jaki się opiekuńczy zrobił i wgl no taki prawdziwy dorosły facet :D tylko teraz boję się, kto zadzwonił do Mariusza...boję się, że wyniknie z tego coś nieprzyjemnego. Czekam na kolejny, pozdrawiam <3
OdpowiedzUsuńNapiszę to po raz kolejny, ale postać Mariusza jest świetna i taka kochana :D I też jestem ciekawa kto do niego na końcu zadzwonił!
OdpowiedzUsuńJestem!
OdpowiedzUsuńNo, kochana, rozdział cudny, jak zwykle zresztą. Bardzo mi się podoba ^^
Kurczę, Mariusz jaki opiekuńczy nam się zrobił. W sumie, zawsze chyba taki był, ale teraz... no jestem pod wrażeniem :D
Ale jestem też niesamowicie ciekawa tej końcówki... Nieładnie tak trzymać w niepewności :D
Weny życzę i ślę buziaki :**
Czy Ty musisz przerywać w takim momencie?! :o
OdpowiedzUsuńNo i nie wiem kto do niego dzwoni, ale czuję że będzie źle XD
Rozdział genialny jak zawsze perełko! :3
Czekam na kolejny kochana! :*