Przeglądaliśmy te oferty do późnego wieczora, byłam potwornie zmęczona. Ostatnie, co pamiętałam przed zaśnięciem to to, jak Mariusz wyciągał mnie z samochodu i brał na ręce. Coś wymamrotałam, a on się zaśmiał, pewniej mnie chwytając.
Obudziłam się w swoim łóżku, ubrana w rzeczy z wczoraj. Powoli usiadłam, przeciągając się. Promienie słoneczne wpadały przez rozsunięte zasłony sypialni gościnnej, w której spałam już od ponad miesiąca. Jak ten czas gnał... Nawet nie wiem, kiedy to wszystko minęło. Przecież niedawno byłam jeszcze w Krakowie i płakałam nad swoim marnym losem. A teraz? Miałam wrażenie, że jestem szczęśliwa. Bo nie jestem sama, mam obok siebie osoby, które są dla mnie cholernie ważne. Jest też Mariusz, z którym relacja jest dla mnie czymś wręcz potrzebnym. Robi tyle dobrego dla mnie... Jest zawsze wtedy, kiedy go potrzebuję, pomimo tych jego chwilowych odchyłów.
Trochę się bałam tego, co będzie w Nantes. Wie, na co się pisze, zabierając mnie tam ze sobą? Przecież za kilkanaście tygodni na tym świecie pojawi się moje dziecko. Czy on jest świadomy, że dzieci nie tylko śpią i jedzą? Często marudzą, miewają kolki i różne inne infekcje...
Chyba jednak nie wie, na co się pisze. Ale z drugiej strony... Nie chcę, aby przenosił się tam sam. Przecież on sobie beze mnie nie poradzi!
Zaśmiałam się, podnosząc się z łóżka. Na razie nie było żadnych planów, to chyba dobrze... Czasem przyda się dzień spokoju.
A nie, jest plan. Mam dziś wizytę u ginekologa, mam kolejną okazję, aby podejrzeć jak rozwija się moje dzieciątko.
Kiedy się ubrałam, zeszłam na dół, gdzie wuj standardowo siedział przy stole i czytał prasę codzienną. Ciotki już nie było w domu, czyli wszystko trzymało się w normie.
- Dzień dobry, wujku - podeszłam do mężczyzny i pocałowałam go w policzek na powitanie. Uśmiechnął się, a ja zajęłam miejsce przy stole, na którym stał talerz pełen kanapek, przykryty moskitierą, oraz dzbanek z sokiem i szklanka. Nalałam sobie do naczynia napoju i wzięłam jedną z nich.
- Jak minął wczorajszy dzień? Bo wieczorem nie byłaś chętna do rozmowy - zaśmiał się, a ja wywróciłam oczami.
- Było dobrze, spędziłam popołudnie w miłym towarzystwie.
- Właśnie zauważyłem, że zbliżyliście się z Mariuszem do siebie. Czyżby?.. - poruszył ręką, mając nadzieję, że ten gest ujednoznaczni jego wypowiedź.
- Po prostu dobrze się dogadujemy...
- Mariusz, pomimo tego, że na boisku mu odbija, to dobry chłopak, córcia.
- Dobrze wiesz, że to, że się dogadujemy nie musi znaczyć, że jest coś na rzeczy.
- Moje stare oko mówi co innego - zaśmiał się, a ja pokręciłam głową. - No naprawdę!
Naszych uszu doszedł dźwięk oznajmiający nadejście nowego połączenia. Wuj nim odebrał, to spojrzał na mnie znacząco. Co ja już zrobiłam?
- Tak, słucham? ...A co się stało? ...Dobrze, znaj moje serce, dziś Ci odpuszczę. Do zobaczenia jutro.
Niesamowicie długa ta rozmowa. Ale nadrabia to na treningu i boisku, głównie wykrzykując w ich stronę uwagi i różne inne podobne.
- O której masz dziś wizytę?
- O wpół do dwunastej - przez chwilę jego twarz przybrała minę myśliciela, która mnie rozbawiła.
- To ja już wszystko rozumiem - spojrzałam na niego pytająco, a ten w odpowiedzi parsknął śmiechem. - Niedługo wszystko zobaczysz, moja droga.
Przygotowania zaczęłam na godzinę przed wizytą. Nie było daleko, ale wiadomo, że pieszo wszystko jest wolniej. Kilometr to niezbyt wielka odległość, ale jest bardzo ciepło, a ja w dodatku z moim małym balastem...
Pakowałam wodę do torby, kiedy ktoś zadzwonił domofonem. Nacisnęłam odpowiedni klawisz, po chwili już słysząc głos Mariusza.
- Dzień dobry, pani taksówka już przybyła - zaśmiałam się, kiedy ten silił się na poważny ton.
- Miałam niedługo wychodzić... Wejdź.
Otworzyłam mu bramkę, przechodząc do korytarza. Wyciągnął w moją stronę ręce, kiedy tylko znalazł się w środku, po czym pocałował w policzek, kiedy byłam w jego ramionach.
- Nie musiałeś, naprawdę...
- Ale chciałem - wszedł mi w słowo, nadal nie puszczając. - Poza tym powinienem się jakoś przygotować, nie sądzisz?
- Czyli jednak nie żartujesz z tą Francją? - spojrzał na mnie pobłażliwie. - Mam prawo tak myśleć, nadal nie jestem do końca wszystkiego pewna.
- Przy mnie powinnaś być, naprawdę. Stępień bohaterem Twym - zabłysnął ząbkami, a ja pokręciłam głową, wybuchając śmiechem. Znów zaczyna swoje. - Jestem poważny, a ta się śmieje...
- Dobra, przepraszam, już nie będę - mimo moich naprawdę szczerych przeprosin nie był zbyt przekonany i nadstawił policzek. - Mam Cię w niego uderzyć, czy co? - znów się śmiałam, chociaż po chwili już muskałam go wargami.
- O wiele wiele lepiej - odparł zadowolony, powoli mnie puszczając.
W ośrodku widziałam, że czuł się nieswojo, a jego ręka, która trzymała moja, drżała trochę bardziej niż zwykle. Kiedy pani z recepcji poprosiła mnie o wejście, Stępiński wręcz pobladł.
- Ojciec dziecka jest wskazany przy wizycie - poczułam się zmieszana, gdy recepcjonistka to powiedziała... A Mariuszowi to zdanie chyba dodało odwagi.
Weszliśmy razem do gabinetu, a pani ginekolog szeroko się uśmiechnęła i dłonią wskazała, abym położyła się na kozetce. Piłkarz przystanął obok, obserwując poczynania kobiety.
Patrzyłam się na migający obraz, który pokazywał mi ruchy mojego maluszka. Lekarka jeździła sondą po moim brzuchu, co chwila dając drobne komentarze, które mówiły, że dziecko rozwija się dobrze.
- Oh, spójrz. Teraz świetnie widać, że to dziewczynka - oznajmiła, nadal mając na twarzy grymas, jaki nas przywitał. Dla potwierdzenia zakreśliła kółko w miejscu tuż nad nóżkami.

Jeny *.*
OdpowiedzUsuńRozpływam się ❤❤❤❤❤
Ja chce jeszcze! XD
Cuuuuuuudo ❤❤❤❤
Jejkuuuu jak słodko pod koniec! Mariusz świetnie spisze się w roli tatusia, czuje to w kościach :D
OdpowiedzUsuńJestem!
OdpowiedzUsuńCudny rozdział ^^
Haha, tak, gif ewidentnie jest na miejscu :D Ależ słodko nam się zrobiło. Mariusz na pewno się sprawdzi w swojej nowej życiowej roli, jak go czeka. Ja bym już chciała, żeby tak było zawsze, ale... znając ciebie tak nie będzie :D
Weny, buziaki :**
Ojej! <3
OdpowiedzUsuńJuż mi się szczena cieszy, bo Maniek będzie odjazdowym tatusiem! :D Czytając końcówkę szczerzyłam się jak Maniek do ekranu XD
Dobra, czekam z niecierpliwością na ciąg dalszych naszego Mariuszka! :D
Będą razem zgranym tandemem :D a w późniejszym czasie także z pasażerem xd
OdpowiedzUsuńTak fajnie, że Mariusz pojechał z nią! Ma co do niej bardzo poważne plany!! :)